Access w pracy
Zasada Larsona:
Dokonaj czegoś niemożliwego, a szef zaliczy to do twoich obowiązków
Ja nic nadzwyczajnego nie dokonałem. Jedynie w grudniu 2006 roku rozpocząłem edukacje w tematyce tworzenia baz danych w programie Microsoft Access. Wychodząc z założenia, że na sucho nie ma się, co uczyć obrałem pewien cel i przestąpiłem do jego realizacji.
Po dwóch miesiącach z moich rąk wyszedł pierwszy program przydatny w Dziale Jakości. Nie obyło się w nim bez wielu poprawek w miarę jak nabywałem umiejętności. W firmie dość powszechnie jest używany Access, więc miałem dostęp do sprej ilości przykładów w trakcie popraw jakiś się podejmowałem na bazach używanych przez współtowarzyszy z pracy.
Ostatnio dostałem nowe zlecenie na stworzenie bazy. Byłem w szoku, z jaką sprawnością przystąpiłem do pracy. W ciągu kilku dni miałem większość zrobioną, a przez kolejne doszlifowywałem i uczyłem się nowych sztuczek.
Bez wątpienia najlepiej nauka idzie, gdy ma się jakiś cel. Wiele razy próbowałem się uczyć Javy czy Delphi. Rezultaty mizerne gdyż nie widziałem dla tego zastosowania.
Zakres obowiązków, jaki mam w pracy jest znacznie inny niż siedzenie przy komputerze, ale dzięki takim zadaniom specjalnym mogę oderwać się od codzienności. Poświęcić się czemuś, co sprawia mi prawdziwą radość tworzenia.
Morał z tego taki. Jeśli chce się wykazać to najlepiej w czymś, co w przyszłości nie będzie ciężarem, a samą przyjemnością.
Start Slide Show with PicLens Lite














































Przyznaję Ci rację - nauka narzędzia jest najlepsza, gdy można zastosować je w konkretnym celu. Książki i inna forma teorii przydają się oczywiście, ale to wymagania klienta/aplikacji (czyli praktyka) nadają rozpędu nauce.
Ja też sporo robię w Accesie, już od dawna. A największym szoku dotyczącym postępów jestem wtedy, kiedy muszę zajrzeć do jakiejś aplikacji napisanej przez siebie dawno temu